10/02/2020 – Dzień pierwszy.

Trochę o pomyśle..

Wiem doskonale z czym i na co się porywam. Jest to niemałe szaleństwo, ponieważ mam sporo obowiązków, tych „prywatnych”, jak i tych „służbowych”, ale mam tyle rzeczy tych ciekawych i mniej do przekazania, że uważam, czuję, że muszę to zrobić❗🔥

Jedni będą uważali to za bezsensowność, drudzy za ciekawostkę, jeszcze inni będą łapali się za głowę z powodu ekshibicjonizmu, jaki będę tu uskuteczniał.

Myśl wpadła przypadkiem, za delikatną sugestią jednego z użytkowników i zarazem, czytelników portalu Fellow.pl. On sam pewnie nie ma o tym większego pojęcia. Rozmawialiśmy o moich wypocinach. Wyraził swoją opinię, że lubi czytać blogi, w formie książkowej, czyli takiej, gdzie jest jakaś kontynuacja, jakiś zarys historii i jej postępy. Ja nie mam czasu obecnie na pisanie książki, choć pomysłów mam na to sporo.. lecz nie ten czas. Może innym razem. 😉

Co prawda książki pisał nie będę, lecz będę robił coś, co bardziej chciałem i planowałem zgodnie z wizją.. – prowadzić bloga na kształt pamiętnika, tyle, że w pamiętniku zazwyczaj notuje się te newralgiczne części o swoim życiu, a ja spróbuję, pisać codziennik – czyli codzienny update z życia.

W tej formie postaram się – czyli nie obiecuję – pisać wyłącznie krótkie formy wpisów/felietonów. Czy podołam❓ Czy zdołam robić to, codziennie❓🤔 Pojęcia zielonego nie mam❗

Dla optymalizacji czasu potrzebnego do komponowania tych publikacji dokonałem wstępnych założeń. Grafika będzie wspólna na cały tydzień – oszczędzi mi to czas na tworzenie dodatkowo codziennej grafiki. Pisząc tworzenie mam na myśli wymyślenie koncepcji, proces twórczy, kompresja i i i.. – to nie jest takie łatwe, nawet dla informatyka – jestem totalnym beztalenciem artystycznym.

Pomysł ten postaram się rozwijać, ze względu też na fakt, że nie chcę jedynie rąbnąć raz na tydzień sporej treści, bo nie wszyscy z Was mają czas na czytanie.. a i tak średnia sesja czytelnika na moim blogu, wedle statystyk oczywiście, trwa u mnie ponad dziesięć minut. To sporo, jak na cyfrowy, szybki świat, gdzie wszystko musi być instant i bardzo mnie to cieszy, że jednak to, co robię komuś się przydaje..🥰 No, nic, tyle tytułem wstępu, resztę postaram się już nie opisywać w obszerny sposób, bo już będziecie wiedzieli.. 🥰 Jeśli masz ochotę, to daj mi proszę znać na Instagramie, czy gdziekolwiek w social media lub tutaj, na blogu w komentarzu, co sądzisz o pomyśle, wesprzesz mnie, trochę❓ Mogę na Ciebie liczyć❓🤔

Wpis tematyczny..

Dzisiaj wybuchłem, ponieważ w pracy sytuacja mnie przerasta❗ Chodzi oczywiście o to, że mam rację w tym, co robię i działam, lecz inni, szczególnie wyżej sytuowani stanowiskowo pracownicy, jak Team Leader [TL] wzwyż po moim ostatnim mailu wyjaśniającym z mojej strony zaczynają urządzać sobie publiczny lincz i wymierzania razów na mojej osobie. Samo to, że publicznie mnie obśmiewają nie jest dla mnie ciężkie.

Po mnie to spływa, bo wiem, jak jest. Bardziej boli mnie to, że większość spraw kończy się na określeniu: „Nie masz dowodów. Jest to słowo, przeciw słowu. Kończymy temat.” Istotnie, nie mam na wiele z tych rzeczy, które mają miejsce dowodów, lecz na część mam. Pomimo iż nie wolno wnosić i korzystać z telefonów prywatnych takim, pracownikom, jak ja – najniższego szczebla – to zdjęcia, nagrania dźwiękowe, jak i te wideo wykonuję skanerem, który towarzyszy mi przez większość czasu jaki jestem w pracy – przez te 8h.

Udowodniłem i wykazałem sporo uchybień, wiele złamanych zasad, przynajmniej BHP, jak i zarówno tych, dotyczących podejścia do pracownika. Wszystko zamyka się w takim ładnie brzmiącym wyrazie – MOBBING. Niemal każdego dnia, większość tego, co robię w pracy jest negowane. Nawet, jeśli robię coś zgodnie z poleceniem, to każą mi się domyślić, że powinienem tak, czy inaczej coś zrobić.. – ja powiedziałem jasno, że mi nikt nie płaci za myślenie za nich, bo jestem najniżej w tym „łańcuchu pokarmowym”. Mi płacą za wykonywanie poleceń, więc je wykonuję. Zupełnie, jak żołnierz. No, niestety, nie będę odwalał całej pracy umysłowej za takich TL, czy Shift Leader [SL]❗🤬

W pracy nie szanuje się mojego czasu, mojej pracy. Jestem tam, pomimo tego, ponieważ jak każdy z nas – potrzebuję pieniądze na przetrwanie. Obecnie uruchomienie mojej firmy trwa, stosy papierów, rozmowy, negocjacje.. to wszystko wisi i czeka, bo nowa księgowa musi wszystko ogarnąć. Mam nadzieję, że nastąpi to szybciej, niż później, bo prawdę powiedziawszy, to nie wiem, jak długo będę w stanie znosić ten cyrk na sobie/wobec mnie.

Atmosfera w pracy miała być miła, ludzie przyjaźni, a tu okazuje się przez ostatnich ponad 3 miesięcy, że jest całkiem inaczej. Wkręcił mnie do tej pracy kochanek. Jestem na niego wkurwiony, ale rozumiem. Premia śmiesznych kilku setek brutto skusiła go do tego, by mnie polecić, wmawiając mi bajki o dobrej pracy.. – wyprali mu mózg. Jako jeden z TL, myśli, robi i nawet mówi, jak oni wszyscy. Staje przed pracownikami takimi, jak ja, przede mną z resztą też, w obronie firmy przyznając pracownikom czyniącym to całe zło rację.

Nie czuję się osobiście źle z tego powodu – za to mu płacą, a on jest raptem moim kochankiem z przymusu – to będzie temat na osobny felieton spoza tej serii, gdzie wszystko wyjaśnię. 😉

Nie rozumiem, nie pojmuję, dlaczego wiedząc, że nienawidzę takich gierek i podchodów, polecił mi pracę w firmie, gdzie debilizm króluje❓❗🤬 Jedyne, co racjonalnie to tłumaczy, to bonus za polecenie, nic ponad to.

Dzisiaj po moim wcześniejszym mailu, zostałem publicznie poniżony i zbluzgany, choć mail nie powinien wypłynąć poza adresatów, to treść zna cała firma. Mają wielkie śmiechy z tego, że zwróciłem uwagę na aspekty BHP, jak i te związane z niepisaną, absurdalną „prywatyzacją” sprzętu, polegającą na tym, że sprzęt do pracy przydzielony na dany dział ma tam pozostać, niezależnie od tego czy i ile będzie używany. Może również stać i nie być użytecznym, a ty potrzebującym z niego korzystać – nie jest to istotne, musisz trzymać się podziałów pracowników, że sobie np. na paleciaku napisali „przyjęcie towaru” i koniec❗ Już nie możesz pożyczyć paleciaka❗🤬 Jazda po ścieżkach dla pieszych, wózkiem widłowym❓ Czemu by nie❓❗ Dzisiaj najpierw mnie publicznie upokorzył, a potem, ten sam TL przejechał bardzo niebezpiecznie po takowej bardzo blisko mnie – jak w większości przypadków, nie mam dowodów.. – jakie to cudowne, że nie ma tu kamer, pracownicy się nie liczą, a jedyne, co się liczy, to dupska TL i wyżej..😲

Do pracy miałem podwózkę „VIP”, ponieważ podrzucił nas kontroler jakości komunikacji firmowej.. autobus firmowy nie przyjechał, zawiózł mnie i jednego wózkowego do pracy. Zmienili sobie bez podania konkretnej daty rozkład jazdy. z 4:40 na 4:30 i tyle. Wywiesili w czwartek, bez dat; na mojego maila z zapytaniem nie odpisali, a okazało się, że obowiązuje to od dzisiaj.. – miło, prawda❓🤬 Tak, wiem. Pracodawca nie ma obowiązku dowożenia pracowników, ale jak już się deklaruje i organizuje transport, to fajnie by było, żeby to wszystko dobrze funkcjonowało, a nie, że jesteś jako pracownik pomijany i zbywany przy czym Ty jak dokonasz pomyłki, to ci głowę urwą❗

Mój powrót natomiast, był fatalny. Sama jazda autobusem, to ponad 2h + dojście do domu z przystanku 1,5km.. no i lekko ponad 2,5h wracałem do domu.. 👏

Potem oczywiście rozważenie pomysłu z codziennikiem, uaktualnienie kilku projektów, które prowadzę, naprawienie kilku błędów na rożnych platformach i projektach.. i jestem. 😉

Teraz piszę ten wpis, bo już mam okładkę do wpisu na bloga, jeszcze zaraz zrobię inną na social media, żeby mi Instagram nie obgryzł wymiarów i nie wyszła kupa 💩, kończenie szykowania się – toaleta, kubek do kawy ☕ i sen, bo już o 3/3:30 musze wstać, żeby zdążyć z piesem, ogarnąć się i biegać na przystanek..

Mam nadzieję, że do jutrzejszego wpisu. Dobranoc😴 paa❗👋

SAY NO TO HATE

Skomentuj..