19/02/2020 – Dzień dziesiąty.

Dzisiaj zastanawiam 🤔 się nad tym, czy i jak wiele osób zauważyło mój błąd, który celowo wykonałem wczoraj. Nie przeczytałem żadnego zdziwienia, czy słów zapytania, czy, jak i dlaczego..

Poza oczywiście moją już rutyną dnia:

  • wrzucanie cokolwiek na każdy z projektów – jest ich kilkanaście, więc jest też co robić, ale uwielbiam to❗🥰;
  • pisanie oraz montowanie różnych materiałów na projekty, właśnie;
  • odpisywanie na maile oraz wiadomości prywatne z Wami/od Was;
  • eksperymenty związane z projektami – mogę, to sobie eksperymentuję, jak działają obecne algorytmy, bo Facebook zmienił je niedawno;
  • wyprowadzanie pieseła 🐕 mojego;
  • jedzenie;
  • wizyta kochanka;
  • sen.

Robię różne rzeczy. Akurat dzisiaj kończy mi się moje zwolnienie lekarskie i musiałem udać się do lekarza. Zadzwoniłem i zostałem zapisany nie do mojej pani doktor, a do jakiegoś faceta.

Pomimo wiedzy o tym, że będę musiał potem zadowolić kochanka bolcem, bo to jest jakby nieuniknione 😑 zapytałem go, czy będzie się szwendał w okolicy Poznania po tej 15-tej. Oczywiście było to prawie pewne, że będzie, lecz wolałem się dopytać, bo niestety nie czułem się najlepiej i to skłoniło mnie do zapytania o to, czy mnie podrzuci do lekarza. Naturalnie, zgodził się, a bolca wziął „z góry” – się doczekać nie mógł❗🤬

Oczywiście przez bolca spóźniłem się do lekarza. Dodatkowo mapy Google wyprowadziły mnie gdzieś w innym miejscu przez co musiałem przewędrować 👣 trochę.. Przeprosiłem i wszedłem jako następny. Lekarz, który mnie obsługiwał – jakkolwiek by to nie brzmiało 😈 – był młody, przed trzydziesteczką, brzydki, choć całkiem przystojny.

Badanie oczywiście nastąpiło, nie poszedłem wyłącznie po L4, a po to, by skontrolowano moją kondycję fizyczną do pracy i oczywiście zmieniono mi medykamenty, bo po tym leku, który otrzymałem czułem się dość nieswojo. Dwie doby przed wizytą zaczął powodować u mnie jakieś rewolucje żołądkowe i wrażenie, jak bym miał za kilka chwil wymiotować 🤮, choć nie miałem odruchu wymiotnego, czy czegoś w tym stylu.

Z tej to okazji Lekarz po opukiwał mi brzuch, pogniótł mi go tu i tam pytając czy gdzieś boli, lecz specjalnego bólu nie odczuwałem – zwykłe jakieś nieprzyjemności, bo byłem półnagi przed facetem, a mnie się w brzuchu przelewało – nie było to dla mnie komfortowe, ale jak to mówią.. – życie, jestem chory, to musi to rozumieć. 😊

Po badaniu, kilku pytaniach m.in. o to, gdzie pracuję, jak wygląda moje stanowisko – powiedział, żebym się nie przemęczał, odpoczął sobie i dał mi przedłużenie do końca tego tygodnia.

Kochanek oczywiście nie był pocieszony tym faktem. Zapytał mnie z wyrzutem o to jak długo chcę udawać. Problem w tym, że ja nie prosiłem lekarza o to, by mi kontynuował zwolnienie, a sprawdził mój stan, bo nie chcę przewlekle się leczyć z grypowych jakiś objawów. Lekarz po informacji, że pracuję w magazynie, sam powiedział, ze ciężko pracuję – bo faktycznie tak jest, chociaż czasami mam lżejsze dni, które są rzadkością – i poinformował mnie o przedłużeniu zwolnienia – tyle.

Pytałem się, czy nie mogę dostać jakiegoś leku, który mogę brać i iść do pracy, bo nie mamy co się czarować – jak jestem na L4, to moja pensja będzie odpowiednio niższa.. 😑 Trudno. Jestem w domu, lecz dzięki temu też będę mógł sobie porobić i pozałatwiać pewne kwestie, na które w ciągu dnia, w tygodniu, nie mam czasu, bo oczywiście sama praca zajmuje moją prawie połowę mojego czasu dobowego (dojazd w obie strony + czas pracy), lecz o tym, już pisałem jakiś czas temu.. 😉

Po wizycie. Oczywiście zostałem odwieziony, lecz około 1,5 km wyszedłem z auta, bo były tak gigantyczne korki, niczym nie uzasadnione, że wolałem wyjść z auta i przejść się ten kawałek.

Kochanek oczywiście miał pretensje, ale wyjaśniłem stanowczo, że stanie w korku i tracenie na to czasu jest dla mnie większą stratą czasu, niż przejście się do domu. Nie jestem prezydentem, czy inną nie wiadomo jak ważną głową w tym kraju, czy też na świecie, żeby trzeba było mnie podstawiać bezpośrednio pod drzwi.

Potem oczywiście wieczorny pieseł 🐕 i spanko. 😴

SAY NOT TO HATE

Skomentuj..